piątek, 17 października 2014

JAWOR


Brak dokumentu lokacyjnego uniemożliwia dokładne ustalenie daty nadania praw miejskich Jaworowi.
Nastąpiło to najprawdopodobniej między 1242 i 1275 rokiem. Już na początku lat osiemdziesiątych XIII wieku miasto posiadało kamienne mury obronne. Z 1300 roku pochodzi pierwsza wzmianka o jaworskim burmistrzu oraz pierwszy wizerunek herbu miejskiego zachowany na pieczęci. Dynamicznie rozwijające się miasto wyrosło w jeden z najsilniejszych ośrodków dolnośląskiego tkactwa.
W 1355 r. urodził się wielki uczony, przyszły rektor uniwersytetu w Heidelbergu, Mikołaj z Jawora - zwany Wielkim. Do 1392 roku Jawor wchodził w skład samodzielnego księstwa piastowskiego. Później stał się domeną królów czeskich, miastem królewskim i stolicą prowincji. Początek XV wieku zapisał się niechlubnie wypędzenie miejscowej gminy żydowskiej (1420 rok).
Prawie pół wieku trwały starania o zgodę jaworzan na wzniesienie w mieście klasztoru. W 1488 roku poświęcono nowy dom zgromadzenia bernardynów. Dwadzieścia lat później (1508 rok) miasto otrzymało prawo wolnego wyboru rady miejskiej, co ostatecznie zakończyło przeszło 300 - letni proces formowania się lokalnego samorządu.
Wiek XVI to wiek reformacji. Nowe wyznanie stało się wkrótce dominującym w regionie jaworskim. Nie zmieniły tego nawet okrutne represje wojny 30-letniej (lata 1618-1648). Wojna między katolickim południem i protestancką północą przyniosła jedynie zniszczenie i śmierć. Kompletnie spalone miasto dopiero pod koniec wieku podniosło się z tej klęski.



 XVIII wiek przyniósł jaworzanom nieszczęście wojen śląskich (między Austrią a Prusami), kolejną zmianę władców na królów pruskich i całkowite zniszczenie miasta przez wielki pożar w 1776 roku.
W 1799 r. rozpoczął swoją działalność teatr.
Wiek XIX był dla Dolnego Śląska stuleciem praktycznie wolnym od wojen. Zaowocowało to burzliwym rozwojem lokalnej gospodarki i szybkim przyrostem liczby ludności w drugiej połowie stulecia. Powstały nowe dzielnice, miasto przekroczyło znacznie granice średniowiecznej starówki. Uruchomiono pierwszą linię kolejową, od 1901 roku jaworzanie mogą korzystać z telefonów. W 1914 roku rozpoczęła się budowa kanalizacji miejskiej. Międzywojenne dwudziestolecie to z małymi wyjątkami czasy stagnacji. W 1919 roku miasto zostało zelektryfikowane. Dziesięć lat później rozpoczęło swą pracę Muzeum Regionalne. W 1945 roku Jawor po raz kolejny zmienił przynależność państwową - 28 kwietnia przybyła pierwsza grupa polskiej administracji rządowej. Zdewastowane przez Armię Radziecką miasto zostało stosunkowo szybko odbudowane i rozbudowane. W latach 60-tych i 70-tych powstały nowe dzielnice mieszkalne. W 1991 roku opuścił miasto garnizon Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. Rok później Jawor święcił 750 rocznicę nadania praw miejskich. W 2005 roku jaworzanie obchodzili 350 rocznicę wybudowania Kościoła Pokoju.

Z czego słynął Jawor?
Jawor w poprzednich stuleciach słynął z wielu specjalności znanych na całym Dolnym Śląsku.
Bardzo znanym jaworskim specjałem była „jaworska kiełbaska”. W dniach 9-10 września 1933 roku odbyło się jej święto, o czym pisała ówczesna gazeta „Jauersches Stadtblatt”. Na zabawie bawiło się tysiące Jaworzan, jak i gości z różnych stron Śląska i Niemiec. Na tę okoliczność miasto wspaniale udekorowano, zaś rynek i główne ulice lśniły feerią świateł. Spożycie kiełbasek w tych dniach wynosiło 6000 kg, wypito do tego 8000 litrów piwa. Do przygotowania takiej ilości kiełbasek musiano ubić około 1000 świń. Kulminacyjnym momentem święta był pochód, który ze wszystkich stron zmierzał do rynku. Brały w nim udział wszystkie stowarzyszenia i firmy chcące zareklamować swoje specjały.

Pierniki. Jedną ze specjalności Jawora były wyroby cukiernicze rodziny Lauterbachów. 30 czerwca 1846 roku młody ciastkarz Hermann Lauterbach przejął od swego majstra i nauczyciela Siegerta oraz jego zięcia Richtera warsztat cukierniczy. Od tej pory cukiernictwo zasłynęło z ciastek formowanych w kształcie koszki (był to dawniej ul w kształcie dzwonu, nierozbieralny, ze słomy). Masę tego smakołyku sporządzano przez ucieranie migdałów z dodatkiem wanilii, cynamonu, imbiru, goździków i gałki muszkatołowej. Ciasteczka te, zwane „Bienenkörben” wyrabiano w rozmaitych rozmiarach.
1 lipca 1876 r. Otto Lauterbach przejął od ojca rodzinny interes. W roku 1881 wybudował dom w zachodniej pierzei rynku. Na przedniej fasadzie na wysokości pierwszego piętra umieścił złoty ul. Zarówno dom, jak i złota koszka symbolizująca specjalność Lauterbachów przetrwały do naszych czasów.
Po 1920 roku, gdy w Jaworze była już elektryczność, ciastkarnia została wyposażona w nowoczesne maszyny. Od tej pory w zakładzie wypiekano również m. in. ciasta miodowe, nazywane na Śląsku piernikami. Wyrabiano je z mąki pszennej i syropu miodowo-cukrowego z dodatkiem pieprzu i przypraw takich jakie mają koszki. Rozmiary pierników wahały się od rozmiaru migdałów aż do 50cm. Ciasta z cukierni Lauterbachów sprzedawano w wielu niemieckich miastach, jak również w Anglii, Włoszech, Lichtensteinie, a nawet w Ameryce.

Powozy. Od 1763 roku produkowano tu dobrej jakości powozy. Po wojnie francusko-pruskiej w latach 1870-1871 działalność ta rozwinęła się na wielką skalę. W mieście działało już około 30 małych przedsiębiorstw wykonujących powozy. Jaworscy rzemieślnicy wytwarzali m.in. landa, czteroosobowe powozy z opuszczoną na dwie strony budą, ponadto wiele wozów specjalistycznych, takich jak: omnibusy, sanitarne bądź do rozwożenia piwa.
W okresie rozkwitu produkcji powozów funkcjonowały w Jaworze cechy kołodziejów i budowniczych powozów z około 45-cioma członkami, łącznie z majstrami spoza miasta.
Największymi rynkami zbytu poza Śląskiem były Prusy, Pomorze i Poznańskie





środa, 15 października 2014

PASZOWICE




Niżej też bywa fajnie …
Czasem nawet bardzo fajnie…

Nazwa wsi Paszowice wywodzi się od imienia Pakosław, które zdrobniale brzmi Pasz.
Pierwsza wzmianka o Paszowicach wywodzi się z 1228r. jako „Paschowicz”.
W 1310r. zmieniono nazwę na „Passowitz”.
Dzisiejsza nazwa „Paszowice” nadana została po II wojnie światowej.
W Paszowicach dokonano odkryć malowanej ceramiki z okresu kultury łużyckiej
oraz monet rzymskich z III w. Historia Paszowic związana była z jej położeniem, a w szczególności z bliskością miasta Jawora oraz szlaków komunikacyjnych.
XII w. – Paszowice pod rządami Księstwa Jaworskiego (Bolesław Rogatka),
Księstwa Świdnicko – Jaworskiego (Bolko I, Bolko II)
XIV w. – pod władaniem króla Czech (namiestnik króla Benesz Chusnik na zamku w Jaworze).
Budowa kościoła katolickiego p.w. Św. Trójcy,
XV w. – czas powstań i wojen religijnych. Ogromne zniszczenia i zubożenie wsi
XVIII w. – rządy Fryderyka II i panowanie Prus (budowa kościoła ewangelickiego 1783 r.).
XIX w. – 1806 r. wkroczenie wojsk francuskich pod wodzą brata Cesarza Hieronima. W Paszowicach stacjonują Ułani Polscy podążający na zwycięski bój z Prusakami pod Strugą (15.V.1807). W roku 1813 wojska francuskie (Napoleon nocuje w hotelu „Siedem Lwów” w Jaworze).
Od roku 1945 ziemię paszowicką zasiedlają rodziny polskie wysiedlone z terenów wschodniej Polski (woj. lwowskie). Powstają siedziby Gromadzkiej Rady
Narodowej i Urzędu Gminy. Od 1957r. erygowana jest parafia p.w. Św. Trójcy.


                        Zainteresowanych lekturą bardziej obszerną o Paszowicach                                                                                       Zapraszam: 



Recenzja:


Brak postów na blogu nie skutkował bynajmniej nic nie robieniem…
Troszkę działo się w koło
Od Leszek R. książkę drugą wydał …
Mieliście okazje na blogu poczytać fragmenty..
Polecam bo moim zdaniem opowiadania są dobre nawet bardzo..
Oczywiście o ilustracjach do książki oczywiście wspomnieć należ..
Wykonanych ręką młodej Kopanieckiej artystki … Kaliny 

Recenzja:

Czy w Kopańcu straszy?

W ostatnich latach w Kopańcu ujawniła się artystyczna arystokracja regionu Kotliny Jeleniogórskiej. Teatr, fotografia, muzyka, teraz znów literatura z ambicją. „Opowieści ostateczne” to zbór opowiadań, których akcja ma miejsce w długiej historii Kopańca, gdzie ogniskują się przeróżne treści epok. Tytuł każdego opowiadania autor opatruje rokiem, kiedy rzecz miała miejsce.

Ale to nie są zwyczajne historyczne opowiadania. Historycznie są one osadzone, natomiast dzieją się poza zwyczajną realnością, w sferze ducha, i to najbardziej dosłownie. Magia, czary, zabobon, asceza, fanatyczna wiara, demony, obłęd, alchemia, mord, szaleństwo, pakt z diabłem, strach odbierający rozum, lęki, klątwa, apokaliptyczne wydarzenia, emanacja tajemniczej energii – to amalgamat treści tej książki.

Tę ponurą atmosferę autor przerywana jednak fantastycznym poczuciem humoru. Czytelnik dostrzega jak robi do niego oko w momencie najbardziej zawiesistej grozy. A są i opowiadania z gruntu w charakterze makabreski. Temu samemu służą śliczne ilustracje Kaliny Jaśko w formie quasi dziecięcych rysunków.

Dodatkowym walorem opowiadań jest ich lakoniczność. Historie są właściwie opowiedziane szkicowo, jakby autor wykreślił z nich każde zbędne słowo, jest tylko to, co musi być, nic więcej. W ten sposób powstały poetyckie perełki, do których chce się powracać, by przeżyć to jeszcze raz lub znaleźć nowe znaczenie.

Osobnym walorem, istotnym dla mieszkańców regionu jest osadzenie w realiach im znanych. Jest więc o namiętnym poszukiwaniu nowej technologii szklarskiej w szklarskim zagłębiu, jest o okrucieństwach wojny 30-letniej, tak dojmującej na Śląsku, jest o prześladowaniach ewangelików przez katolickich Habsburgów, jest opowiadanie z zielarstwem, które było do XIX wieku wielką specjalnością Karkonoszy, jest o tajemniczych kamiennych wałach w Górach Izerskich, do dziś fascynujących, jest o straszliwych skutkach nawałnicy i powodzi w górskiej wsi, jakże tu typowych, jest wreszcie nawet o Wierzcholcach, dość niedawno odkrytych…

Integralną częścią książki są teksty piosenek, syntetycznie ujmujące treści opowiadań. Napisał je Piotr Syposz. Czytelnik może ich wysłuchać w artystycznym wykonaniu kopanieckiej grupy, ponieważ do książki dołączone została płyta CD.

ROMUALD WITCZAK
Leszek Różański: Opowieści ostateczne. Ad Rem, Jelenia Góra 2013, ss. 132 + płyta CD


wtorek, 14 października 2014

CO TO JEST ABLACJA?

Ablacja jest nowoczesną, inwazyjną metodą leczenia zaburzeń rytmu serca.
Celem ablacji jest zniszczenie ognisk arytmii stanowiących anatomiczne podłoże powstawania zaburzeń. Efekt uzyskuje się poprzez elektrokoagulację fragmentów tkanki mięśnia sercowego.
Leczenie można stosować u pacjentów w każdym wieku, a wskazaniem do niego jest występowanie nawracających, objawowych arytmii takich jak:

napadowe częstoskurcze,
zespół preekscytacji (WPW – zespół Wolffa-Parkinsona-White'a),
trzepotanie i migotanie przedsionków,
komorowe zaburzenia rytmu.


U wielu pacjentów ablacja eliminuje ryzyko nagłego zgonu, u części zmniejsza ryzyko udaru mózgu. Większość pacjentów, dzięki tej metodzie leczenia może uwolnić się od stałego przyjmowania leków lub zmniejszyć ich ilość.
U wszystkich chorych, skuteczny zabieg ablacji
 podnosi komfort życia
umożliwia powrót do normalnej aktywności.


 Pożyjemy... zobaczymy…;)

Termin został ustalony…

niedziela, 12 października 2014

Piekło-Niebo


Życie po śmierci…
Zapewne wielu z Was słyszało, czytało lub o uszy się Wam obiło...
jak wygląda przejście w zaświaty..
Pewna historia  
Dziś chyba już z dużą nutką sarkazmu …
 duszność ,zawroty głowy , mroczki przed oczyma….
 (nie ma na co czekać, wsiadam do auta do szpitala 3 km, ostanie przytomne wspomnienie
  S.O.R.(szpitalny oddział ratunkowy)  wysiadam ,wypadam…)
Utrata przytomności…
Jakiś czas później…
Otwieram oczy… wielki blask bije na mnie z góry…. Oślepia..
Odwracam oczy w lewo postać o jasnych włosach do ramion ,ubrana na biało…
Odwracam oczy w prawo postać o krótkich jasnych włosach ,ubrana na biało
·                                    K…. co jest …?
·                                         Silny męski głos… Dobra mamy go…
·                                                  K … jeszcze nie … jeszcze nie pora…

Leże na sali lampa nad stołem reanimacyjnym świeci w oczy…
Anioły nie są takie piękne…  jeden jest siwy i nie ogolony …

Pora coś zmienić  i zacząć działać … bo czas jest bardzo pozorną jednostką miary..
A później i jutro może nigdy nie nadejść…





piątek, 10 października 2014

WPW


WPW – zespół Wolffa-Parkinsona-White'a.
Wrodzone zaburzenie przewodzenia impulsu elektrycznego..w sercu, należące do tzw.
zespołów preekscytacji.
Polega na obecności dodatkowej drogi przewodzenia impulsów elektrycznych z przedsionków
do komór przez pęczek Kenta, z pominięciem węzłaprzedsionkowo-komorowego i pęczka Hisa.

CIEKAWE !!!
Bo do momentu zawalenia się na głowę bynajmniej nie sufitu ...
Na serce chory nie byłem..
Uspokajam ... nie mam zamiaru pisać bloga medycznego...
Wydaję mi się iż wiedza ogólna i techniczna
którą zdobyłem przez te 40 (parę)lat w zupełności mi wystarczy.

Przesilenie wiosenne (depresja) przeciągnęło sie odrobinkę ...

Obudziłem się... skutecznie mam nadzieje...
Choć w dość mało komfortowych warunkach...



wtorek, 9 kwietnia 2013

Depresja


Zima na zewnątrz ,zima w sercu .Troszkę odpuściłem pisanie ,przepraszam.
Ale wycieczki w samotności nie są tak interesujące, a postrzeganie świata staje się bardziej szare.
Mam nadzieje ,że upragniona przez wszystkich wiosna nadejdzie a wraz z nią zmiany na lepsze
Czego sobie i Wam życzę